Zjawiska nadprzyrodzone

Manuskrypt Voynicha
T#308491
Facebook
Vernox poziom 1 Administrator 
#1406569 02.05.2013 11:40:50
Pergaminowa oprawiona w skórę księga zawiera 131 dwustronnie zapisanych (do dziś przetrwało 120) welinowych kart formatu 6 na 9 cali (15 x 22,5 cm). Na wszystkich kartach znajdują się niezrozumiale rysunki , wykresy oraz nierozszyfrowane do tej pory pismo. Swoja nazwę zawdzięcza Wilfriedowi M. Voynichowi, amerykańskiemu antykwariacie i kolekcjonerowi antyków polskiego pochodzenia, który w roku 1912 nabył rękopis od oo jezuitów z Villa Mandragone we Frascati koło Rzymu. Do dziś uchodzi za jeden z najbardziej tajemniczych manuskryptów średniowiecza. Zakonnicy sprzedający księgę Voynichowi nie byli nią zainteresowani, nie mogli przecież odczytać co jest w niej zapisane. Zainteresowany pismem antykwarysta podjął działania w celu odczytania tajemniczego pisma. Dostarczył fotokopie tekstu kilkunastu sofrologom oraz zaczął poszukiwać pochodzenia księgi. Za pierwsza poszlakę uznał list od praskiego lekarza Jana Marciego do rzymskiego jezuity Atanazego Kirchnera. W liście tym Marci donosił, że cesarz Rudolf II (panował w latach 1552-1612) nabył ww. manuskrypt za 600 dukatów (prawdopodobnie od angielskiego podróżnika, niejakiego Johna Dee, znanego na dworach europejskich maga, matematyka i kolekcjonera, a jednocześnie wielbiciela XIII-wiecznego filozofa angielskiego, twórcy nowoczesnego empiryzmu, Rogera Bacona (1220-1292), który przypuszczalnie część swych odkryć wydawał w zaszyfrowanej formie. Z cala pewnością wiadomo iż księga znajdowała się na dworze cesarskim przez kilkadziesiąt lat , a następnie trafiła w ręce jezuitów. Nie wiadomo jednak czy został sprzedany , co jest mało prawdopodobne czy skradł go któryś z dworaków. Interesującym wydaje się watek praski, lecz nie wiadomo czy manuskrypt rzeczywiście znajdował się w reku Merciego, lekarz mógł przecież o nim tylko słyszeć. Merci wiedział o księdze dość dużo, skoro zechciał się swą wiedzą podzielić z włoskim jezuitą. Ciekawostką jest postać niejakiego Johna Dee, awanturnika , prawdopodobnie oszusta, który krążył po Europie poszukując pieniędzy. Istnieje teoria iż to on był twórcą manuskryptu, a zrobił to by wyłudzić pieniądze od cesarza ,lecz suma nie była na tyle duża aby go zadowolić. Następną teorią jest próba wprowadzenia sztucznego języka, a Dee taki język , zwany enochiańskim, opracował, choć Manuskrypt nie jest napisany po enochiańsku. Manuskrypt składa się z kilku rozdziałów ( jeśli można to tak nazwać ):
-zielarskiego w którym znajduje się kilkadziesiąt kolorowych rycin (wraz z opisami) nierozpoznanych roślin
-astronomicznego, pełnego wykresów przedstawiających nieznane sfery (konstelacje?) gwiezdne
-anatomicznego, gdzie można rozpoznać kilka przedmiotów europejskiego pochodzenia, jak np korona czy kusza
-kosmologicznego[5], farmaceutycznego[6], czy też może raczej botanicznego i na koniec czegoś, co wygląda na przypisy, przy czym nie daje się odczytać nawet tego, co w przypisach wydaje się oczywiste, a więc rozpoczynających je "cyfr".
Voynich nie poradził sobie z księga lecz, żaden z zaangażowanych przezeń naukowców, żaden z fachowców-deszyfrantów nie potrafił nie tylko odczytać tajemniczego pisma, ale nawet określić jakiego rodzaju jest to pismo. Przypomina nieco sanskryt, ale z całą pewnością nim nie jest. Nie wiadomo kiedy dokładnie dokument mógł powstać, badanie radioaktywnym izotopem C-14 dało odpowiedz od. Ok 1300r do ok.1660r , jest to jedynie data ewentualnego uboju zwierzęcia, z którego skory sporządzono pergamin. Jeśli więc twórca manuskryptu pisał na starym welinie, to pod uwagę można brać każdą datę, aż po rok 1912. Voynich pracował nad tajemnicza księgą aż do śmierci w 1930r. Po jego śmierci i po śmierci wdowy , znanej pisarki Ethel Lilian Voynich w 1960r, manuskrypt przekazany został Uniwersytetowi Yale'a i znajduje się dziś w Bibliotece Rzadkich Ksiąg Beinecke’a pod numerem katalogowym MS 408. W 2003 polski badacz Zbigniew Banasik ogłosił wyniki swoich prac nad manuskryptem, przedstawił alfabet (jego zdaniem języka manczu - używanego w Mandżurii języka południowo-tunguskiego z rodziny języków ałtajskich) i fragment tekstu rozszyfrowanej pierwszej strony[[1]]. Po długich badaniach naukowcy doszli iż może być to ewentualnie :
- zbiór myśli lub odkryć Bacona zapisanych bardzo wymyślnym szyfrem
- modlitewnik lub święta księga Katarów przypadkiem nie spalona przez Świętą Inkwizycje
- ciąg znaków bez najmniejszego znaczenia spreparowany przez kogoś ( John Dee?) celem wyłudzenia pieniędzy.
- żart średniowiecznego szarlatana
- tajna księga templariuszy zawierająca informacje o ich skarbach.
- próba stworzenia sztucznego języka
Nie ma żadnych przekonywających dowodów, które pomogłyby umiejscowić manuskrypt w jakimkolwiek miejscu lub czasie[7]. Większość ekspertów uważa, że powstał w Europie (pismo od lewej ku prawej z wyraźnym podziałem na akapity, fryzury z rozdziału anatomicznego), a zdaniem niektórych po roku 1492, o ile rysunek ze strony 93. przedstawia słonecznik sprowadzony do Europy – jak wiadomo – z Ameryki. W latach 80. kryptolodzy wznowili prace nad księga wykorzystując komputery najnowszej generacji niestety, bez rezultatów. Niektóre ,, litery,, w poszczególnych słowach wyglądają inaczej niż w innych, tak wiec nie wiadomo czy są to te same litery. Każdy kryptogram posiada własny kod szyfrowy, który ma umożliwić wtajemniczonemu oczytanie treści. Na samym końcu manuskryptu Voynicha znajduje się jeden krótki wiersz (wyraźnie odseparowany od treści), który mógłby być kluczem do szyfru, ale nie wiadomo jakie słowo/słowa należy pod ów szyfr podłożyć. Manuskrypt Voynicha pozostaje, w związku z powyższym, nie odczytany.
Podsumowując:
-Proszeni o obejrzenie rysunków botanicy nie byli w stanie rozpoznać żadnej z roślin
-Wykresy konstelacji i gwiazd, dzisiejszym astronomom przedstawione konstelacje nic nie mówią
-Rysunki postaci ludzkich, głównie nagich kobiet
-Liczne rysunki dziwnych kręgów, ale (bez możliwości odczytania tekstu) nic nie mówią
-Rysunki jak gdyby sekcji roślin
-Są natomiast dowody pośrednie, jak np. najwyraźniej europejska, późnośredniowieczna korona na jednej z głów, kusza w ręku mężczyzny ubranego w kusy strój z epoki jw
Istnieje teoria o fałszerstwie manuskryptu :
,, Dzieło sekty Katarów?
W 1912 r. nowojorski bibliofil Wilfrid M. Voynich, podróżując po Europie, nabył w jezuickim kolegium Villa Mondragone we włoskiej miejscowości Frascati 234-stronicową księgę, prawdopodobnie średniowieczną, napisaną w nieznanym języku i ozdobioną niezliczonymi ilustracjami roślin, ciał kobiecych oraz ciał niebieskich. Praca największych kryptologów jego epoki nad tajemniczym dziełem nie dała żadnych rezultatów.
W 1919 r. William Newbold z University of Pennsylvania ogłosił, że manuskrypt to nic innego jak robocze notatki Rogera Bacona. W latach 40. XX wieku Joseph M. Freely i Lionell C. Strong przypisali poszczególnym znakom alfabetu Voynicha litery łacińskie, jednak nie uzyskali tekstu o konkretnym znaczeniu. Pod koniec II wojny światowej tekstem zainteresowali się amerykańscy kryptografowie, którym wcześniej udało się złamać kod używany przez japońską marynarkę wojenną. Także bez rezultatów. Pod koniec lat 80. pojawiła się hipoteza, że rękopis znaleziony przez Voynicha to zakodowany tekst ukraiński bez samogłosek. Podejrzewano też, że jest on dziełem heretyckiej sekty katarów i powstał w średniowiecznej Francji.
- W tekście występują subtelne regularności struktury i rozkładu słów, dlatego nikt poważnie wówczas nie rozważał możliwości, że dzieło jest zwykłą mistyfikacją - twierdzi Rugg. Pierwszą osobą, która dała się nabrać, był Rudolf II Habsburg, król Węgier i Czech, od 1576 cesarz rzymski narodu niemieckiego. Kupił manuskrypt w Pradze za 600 złotych dukatów (równowartość około 30 tys. dzisiejszych dolarów).,,
,, Matryca Cardana
- Wiele charakterystycznych cech kodu Voynicha można odtworzyć za pomocą prostego narzędzia szyfrującego, znanego już w XV wieku: tzw. matrycy Cardana - mówi Rugg. Tekst wygenerowany za jej pomocą wygląda zupełnie jak kod Voynicha i nie zawiera żadnej treści. Matryca to sztywny karton z trzema losowo rozmieszczonymi okienkami. W miarę przesuwania kartonu po tekście w okienkach pojawiają się nowe sylaby. Spisywanie ich jedna po drugiej daje zaszyfrowany tekst. - W dotychczasowych pracach nad manuskryptem tak prosta metoda szyfrowania, jaką jest matryca Cardana, pozostała nie zauważona - przekonuje Rugg. Kto jednak mógł być tajemniczym autorem, który sprytnie wykorzystał wiedzę kryptograficzną swoich czasów do zrobienia dobrego interesu na cesarskim dworze?
Edward Kelly, poszukiwacz przygód i oszust, to - zdaniem Rugga - pierwszy podejrzany. Był na dworze Rudolfa II, gdy ten nabył tajemniczy manuskrypt. Wraz z Johnem Dee, nadwornym magiem królowej Elżbiety I, Kelly przez długi czas fascynował się biblijną postacią Enocha, który miał rzekomo za sprawą aniołów uzyskać ogromną wiedzę od Boga. Aby dotrzeć do kręgów anielskich, Kelly stworzył język enochiański, składający się z 21 znaków, którym posługiwał się podczas swoistych seansów spirytystycznych, organizowanych na dworach europejskich, głównie w Krakowie i Pradze. Kelly wielokrotnie był skazywany za oszustwa. Kiedy skazano go na śmierć, zniknął bez wieści. Język, który stworzył, by rozmawiać z aniołami, pozwolił jednak rozwikłać zagadkę.
- Najbardziej niezwykłe cechy manuskryptu Voynicha to wręcz lustrzane odbicie najbardziej charakterystycznych cech języka enochiańskiego. Język manuskryptu jest dokładnie tym, czego można by się spodziewać po twórcy języka enochiańskiego, gdyby chciał zweryfikować niedociągnięcia swojego pierwotnego tworu i stworzyć jeszcze lepszą iluzję naturalnego języka - przekonuje Rugg.,,
ŹRÓDŁA :
http://www.przerazacze.yoyo.pl/readarti ... icle_id=98
http://apod.oa.uj.edu.pl/apod/ap050122.html
http://www.teksty.gildia.pl/kormak/manuskrypt_voynicha
Manuskrypt Voynicha
T#308491
Facebook
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · TestHub.pl · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!